O śpiewaniu, o edukacji, o miłości, o poszukiwaniu – wywiad Anny Kamińskiej z Patrycją Obarą

rozmowa Anny Kamińskiej z Patrycją Obarą – wokalistką, songwriterką i certyfikowaną Trenerką wokalną Modern Vocal Training, założycielką Wrocławskiej Szkoły Śpiewu 

Część pierwsza – wokalne początki. 
(wywiad z został przeprowadzony 11 lutego 2019 roku). 

Czy śpiewać każdy może?  

Oczywiście. Śpiew jest ruchem – czynnością motoryczną, czyli wykonywaną przez różne struktury naszego ciała. Co oznacza również, że tę umiejętność możemy rozwinąć, jeżeli będziemy odpowiednio pracować nad mięśniami, które uczestniczą w procesie śpiewania. Systematyczny trening sprawi, że staną się bardziej elastyczne, wytrzymałe, sprawne, czyli będziemy robić postępy.  

Skąd śpiew wziął się w twoim życiu?  

Nie wiem, chyba z głębokiego dzieciństwa. Moja mama śpiewała, mój tata śpiewał, chociaż nie zdobyli wykształcenia muzycznego. Oboje grali na gitarze. Mieliśmy zwyczaj, że gdy jacyś goście przychodzili, to u nas nie słuchało się muzyki z płyt, tylko w którymś momencie mama po prostu zaczynała śpiewać, tata się do niej dołączał, a ja w pokoju obok próbowałam spać i strasznie się denerwowałam, że na drugi dzień szkoła. Potem, mając naście lat, stwierdziłam, że jak mam leżeć i się irytować, to po prostu pójdę sobie z nimi pomuzykować. Jeszcze jako mała dziewczynka, gdy mnie pytano o to, kim chcę być, jak dorosnę, mówiłam, że piosenkarką. Niestety, jakiś czas później wybito mi to marzenie z głowy, mówiąc, że mam polipy w nosie. Tak mi powiedział tata kolegi.  

Lekarz?  

Nie. Po prostu miałam przewlekłe zapalenie zatok, a on mi powiedział: „Nigdy nie będziesz śpiewać”. To mnie przyblokowało. Na prawie osiem lat. Wcześniej miałam taką ulubioną zabawę, że na magnetofonie nagrywałam sobie sama własne audycje – coś tam opowiadałam, coś śpiewałam. Po tym komentarzu przestałam to robić. Ponowne, nieśmiałe próby zaczęłam dopiero jako nastolatka, bo ta potrzeba zawsze gdzieś we mnie była. Patrzyłam na mamę z podziwem, dla mnie jej śpiewanie było najwspanialsze i ja też tak chciałam. Chciałam być taka jak ona. Nigdy się nie szkoliła, ale głos miała wybitny. Ludzie porównywali ją do Grażyny Łobaszewskiej. A ona tak po prostu śpiewała przy zmywaniu naczyń. Więc chyba ta potrzeba narodziła się z pragnienia, żeby być jak mama.  

Przestraszyłaś się o swoje zdrowie?  

Ja po prostu temu panu tak jak dziecko uwierzyłam. Uznałam, że skoro dorosły mi coś mówi, to na pewno wie, co mówi. Rozumiałam, że choruję, ale mając 7 lat nie potrafiłam odróżnić, czy to są polipy czy zatoki.  

Czy ten pan słyszał, jak śpiewasz?  

Nie, on po prostu stwierdził, że cały czas mówię z zatkanym nosem, więc nie mogę śpiewać, bo będę brzydko brzmiała. W ogóle tam później poszła ostra krytyka. Tak. To rzeczywiście mnie przyblokowało. Miałam też w podstawówce nauczyciela muzyki, który nie dbał o naszą edukację muzyczną, tak mocno jak o religijną…  

Nauczyciel muzyki, nie religii?  

Tak. Śpiewaliśmy psalmy, Bogurodzicę i modliliśmy się na każdej lekcji. Nie nauczył nas ani nut, ani gry na flecie, a przecież wszyscy się w podstawówce tego uczą. Raz próbowałam sama zaśpiewać piosenkę, miałam też wtedy jakiś układ choreograficzny. Pan od muzyki kazał mi zostać po lekcji. Powiedział, że mam nie podnosić rąk do góry, bo mi się piersi odznaczają pod swetrem. A miałam wtedy jedenaście lat… Mój rozwój muzyczny nie był początkowo kierowany przez mądrych ludzi, musiałam po prostu do pewnych rzeczy dojrzeć sama. Przełamać w sobie wszystkie bariery i blokady. Wiadomo, że śpiew jest szalenie intymną czynnością i jakaś negatywna ocena na tym polu bardzo boli, co przekłada się na naszą samoocenę. Wydaje mi się, że potrzebowałam przyzwolenia, szukałam kogoś, kto dałby mi prawo robić to, co kocham. Ale z drugiej strony nikomu, kto mi to prawo dawał, nie wierzyłam. Więc musiałam najpierw sama dać sobie to prawo.  

Czyli na twojej dalszej drodze wokalnej pojawiły się już osoby, które powiedziały: „Tak. Śpiewaj. To jest dobry kierunek.”?  

Pierwszą taką osobą była moja mama, która kiedy mnie już wreszcie usłyszała, a usłyszała mnie, jak miałam jakieś piętnaście lat, od razu zaczęła mi szukać zespołu. Potem trafiłam na świetnego nauczyciela, Matta Burdynowskiego, który stał się moim najlepszym przyjacielem. To on przeprowadził mnie przez najtrudniejsze początki, to on wypuścił mnie na tę drogę, na której jestem dzisiaj. Mimo że poszłam do niego na pierwszą lekcję oczekując, że stanie się ostateczną instancją, która zdecyduje za mnie – przekona mnie, żebym sobie odpuściła, a ja faktycznie to zrobię i przestanę cierpieć. Przestanę cierpieć, ponieważ ta nieodwzajemniona, jak mi się wydawało, miłość do muzyki stała się nie do zniesienia. Pragnienie śpiewania było we mnie ogromne, ale strach wcale nie mniejszy.  

Dlaczego nie dawałaś sobie prawa do śpiewania?  

Bardzo mocno zakorzeniło się we mnie przekonanie, że się nie nadaję, że się nie uczyłam, poza tym przez lata byłam zablokowana i w ogóle nie śpiewałam, nawet nie nuciłam pod prysznicem. Chyba, że już faktycznie miałam pewność, że nikogo nie ma w pobliżu. Ale nie było mowy o jakiejś tam zmianie rejestru. W ogóle nie wiedziałam, że istnieje coś takiego. Żyłam w przekonaniu, że mam jakieś pół oktawy i nawet Wlazł kotek na płotek wydaje się zbyt wysoko. W tych psalmach na muzyce to w końcu też tylko poruszałam bezdźwięcznie ustami. Wszystkie te maleńkie porażki, że nie wyciągałam Sto lat, gdy wszyscy wyciągali, że hymnu nie mogłam zaśpiewać, a wszyscy mogli, spowodowały, że coraz głębiej zasadzało się we mnie przekonanie, że zupełnie się do tego śpiewania nie nadaję. 

Poszłaś do swojego pierwszego nauczyciela z takim nastawieniem. I jak to się skończyło?  

Powiedział, że mam się ogarnąć, wziąć się do roboty, nie narzekać, tylko śpiewać, śpiewać, śpiewać. Tylko tyle i aż tyle. Potem zabrał mnie na warsztaty jazzowe w Puławach. Na koniec tych warsztatów poszłam do Bogdana Hołowni i pytam: „Panie Bodziu, czy ja mam to dalej robić?”. Popłakałam się, a on mnie przytulił i powiedział: „Dziecko, po prostu rób dalej to, co kochasz”. Przez to, że najpierw dostałam sporo krytyki, potrzebowałam dużo wsparcia. Może byłam za młoda, może zbyt niedojrzała, ale trudno mi było znaleźć pewność siebie. Wiele trzeba było w sobie pokonać lęków. Ostatecznie przeszłam tę drogę, mimo że przez pół życia myślałam, że nie jest moja, a teraz kończę właśnie nagrywać płytę.  

Nigdy nie uczyłaś się w szkole muzycznej. Nie żałujesz?  

Gdy byłam w szóstej klasie podstawówki, to pojawił się taki pomysł, że pójdę do szkoły  muzycznej na saksofon. Bo przecież do śpiewania się nie nadawałam. Skończyło się tylko na pomyśle. Spóźniliśmy się chyba z terminem składania papierów, już nie pamiętam. W każdym razie później nie wróciliśmy z rodzicami do tego tematu i odpuściłam. Potem przyszedł taki moment, że zaczęłam tego żałować. Zastanawiałam się, gdzie bym była, gdybym skończyła tę szkołę. Może inaczej potoczyłoby się moje życie, więcej bym potrafiła, nie miałabym syndromu oszusta i amatora, bo wiedziałabym, że jestem formalnie przygotowana do tego, żeby wykonywać zawód muzyka. Tak było kiedyś. Natomiast dzisiaj z perspektywy czasu nie żałuję. Niewykluczone, że napisałabym materiał na płytę, ale na pewno nie taki – na pewno zupełnie inny. Kiedy pisałam, kierowała mną intuicja. Nie wiem, na ile byłaby żywa, gdybym osadziła ją w formalnych ramach. Może by była, a może nie. Po prostu nie wiem. Ponadto nie mam takiego poczucia, że wszystko muszę robić sama. Piszę tekst, melodię i wiem, że w danym utworze ma grać na przykład waltornia. Ale bardzo cenię sobie wkład niesamowitych muzyków, z którymi miałam przyjemność współpracować. A to, że ja z nimi często nie rozmawiam językiem muzycznym, tylko językiem emocji, a może nawet językiem reżyserskim, to już inna kwestia. Kiedyś przeczytałam gdzieś takie zdanie… Chociaż nie wiem, czy przeczytałam, może po prostu padło w rozmowie z Alicją, moją przyjaciółką i muzą: jeśli podoba ci się miejsce, w którym dziś jesteś, to nie żałuj drogi, która cię do niego doprowadziła. Widać wszystko potoczyło się dokładnie tak, jak miało się potoczyć.  

Śpiew – naturalna potrzeba ludzkości

Na przełomie dziejów nauczyliśmy się, jak korzystać z instrumentu, jakim jest nasz głos, w jaki sposób wydobywać dźwięki i jak je modulować. Poznaliśmy jego specyfikę, budowę, zależności, rodzaje. Pierwotne, niesprecyzowane pomruki, okrzyki wyewoluowały do określonych intonacyjnie słów, które, jak zauważa Johann Gottfried Herder w Rozprawie o pochodzeniu języka, początkowo określały odgłosy wydawane przez zwierzęta i zjawiska naturalne. Z biegiem czasu odkryliśmy melodyjność naszego instrumentu i zaczęliśmy konstruować dłuższe i bardziej złożone muzycznie frazy. Spontaniczne zawołania powoli przekształcały się w melodie. Odkryliśmy drzemiącą w nas naturalną potrzebę śpiewania. Czynność ta towarzyszyła człowiekowi już od czasów prehistorycznych i jest dla nas czymś zupełnie naturalnym. W książce The Singing Neanderthals: The Origins of Music, Language, Mind and Body autorstwa Steven’a Mithen’a odnaleźć można informację o tym, że chociaż neandertalczycy nie wykształcili własnego języka, to posługiwali się swojego rodzaju śpiewnym systemem komunikacji, któremu Mithen nadał nazwę ‘Hmmmm’ – od pierwszych liter wyrazów: holistyczny, manipulacyjny, multi-modalny, muzyczny i mimetyczny. Ten prehistoryczny sposób przekazywania informacji zakładał górowanie melodyki całej wypowiedzi nad wyodrębnianiem poszczególnych wyrazów.

Mithen zwraca uwagę na jeszcze jedną bardzo ciekawą sprawę, wraz z dwunożnością rozwinęły się również nasze umiejętności muzyczne, a w szczególności poczucie rytmu. Było ono niezbędne, by sprostać tak skomplikowanemu zadaniu, jak poruszanie się na dwóch nogach, które zakłada ciągłą koordynację całego ciała. Utrzymanie pionowej postawy spowodowało znaczne powiększenie się mózgu, a co za tym idzie również systemu nerwowego. Rozwinęła się ludzka inteligencja, a tym samym zdolności socjalizacyjne czy językowe. Doszło do obniżenia się krtani, co rozbudowało trakt wokalny umożliwiając wydobywanie rozmaitych dźwięków.

Widzimy zatem, że śpiew jest wynikiem naturalnej potrzeby ludzkości. Początkowo melodyjne frazy służyły do komunikowania się, jednak z czasem wachlarz funkcji śpiewu w społeczeństwie znacznie się powiększył i wspólne tworzenie czy wykonywanie muzyki stało się istotnym spoiwem społecznym.

Ale…

O tym można by pisać i pisać, tak że zostawmy ten temat dla kolejnej ciekawostki wokalnej.
Miłego śpiewania! ?

***
Wpis zainspirowany artykułem:
Kocur M., O pochodzeniu człowieka i muzyki, http://kocur.uni.wroc.pl/o-pochodzeniu-czpowieka-i-muzyki/
oraz książkami:
Johann Gottfried Herder – Rozprawa o pochodzeniu języka
Steven Mithen – The Singing Neanderthals: The Origins of Music, Language, Mind and Body

Bodźce, układy nerwowe i relacja ze sobą – stres: z czym to się je?

Na dziś polecamy podcast Lekkomówni, a w nim rozmowę Patrycji Obary (Patrycja Obara z Kają Korczowską o obłaskawianiu pewnej bestii. ?

Stres. Tak oczywiście to o niego chodzi.

➡️ Czym jest stres?

➡️ Czy Twój stres jest taki sam jak mój?

➡️ Co zrobić, żeby się wobec stresu odpowiednio ustawić?

➡️ Na czym polega regulowanie układu nerwowego i czy każdy układ nerwowy reguluje się tak samo?

➡️ Czy pozbycie się stresu to na pewno byłby to dobry pomysł

➡️ Jaka jest złota zasada radzenia sobie ze stresem?

➡️ Dlaczego do stresu warto podchodzić z szacunkiem (a może i z sympatią)?

➡️ Jak stres pomaga w zbudowaniu relacji z publicznością?

➡️ I wreszcie – dlaczego kot Patrycji nie będzie miał chorób psychosomatycznych?

From now on – nowa piosenka w wykonaniu Zespołu Wokalnego Wrocławskiej Szkoły Śpiewu

Kolejne, tym razem studyjne nagranie piosenki w wykonaniu naszego Zespołu Wokalnego.

W nagraniu udział wzięli:

Katarzyna Jaworska

Aleksandra Chruzimska

Filip Zbierzak

Michał Woyczyński

Dominik Malczuk

Dominika Lelonek

Bartosz Pachelski

Anna Bar

Anna Jaskot

opracowanie wokalne: Anna Kamińska

akompaniament, miks i mastering, produkcja video: Emil Smardzewski

realizacja audio: Grzegorz Żabski

Nagranie zrealizowane zostało w Uniq Studio we Wrocławiu.

*

To, że odważysz się śpiewać, może zmienić wszystko.

Wrocławska Szkoła Śpiewu – #unasmozna

Różne strony stresu oraz zaufanie do siebie w wystąpieniach publicznych

Posłuchajcie… ?

Jest taki fajny podcast – Lekkomówni, który współtworzą Michał Kasprzyk oraz założycielka naszej Szkoły, Patrycja Obara.

I najnowszy sezon tego fajnego podcastu w całości poświęcony zostanie ważnemu i trudnemu tematowi, jakim jest STRES.

Dla nas, wokalistek i wokalistów, tematyka bardzo bliska, prawda? Trema i strach przed występem publicznym? Brzmi znajomo? ?

Nie możemy, nie powinniśmy tego tematu ignorować, to nie jest tak, że stres kiedyś przestanie istnieć. Ale możemy nauczyć się z nim żyć w zgodzie, radzić sobie z nim.

Dlatego właśnie polecamy Wam zaglądać do Lekkomównych, którzy wiedząc, że „metod radzenia sobie ze stresem jest oczywiście tyle, ile osób go doświadczających”, będą rozmawiać z ekspertkami i ekspertami z najróżniejszych dziedzin, aby poznać jak najwięcej sposobów na „obłaskawienie tej bestii”, jaką jest stres. ?