Zanim staniesz na scenie – czyli jak się przygotować do publicznych występów i o czym zawsze pamiętać

(Marzena Matyla)

Solidne przygotowanie kluczem do sukcesu

Każdy, kto ma zamiar wystąpić na scenie, powinien zdać sobie sprawę z tego, że im bardziej pewny jest tego, co na niej robi, tym stres i trema mniejsza, a co za tym idzie – szansa na dobry występ wzrasta.

  • Po pierwsze – tekst

Czyli zmora wielu wokalistów :). Pamiętaj o tym, że im wcześniej nauczysz się tekstu na pamięć, tym szybciej będziesz mogła/mógł się skupić na takich elementach występu jak panowanie nad poprawną emisją, przekazanie emocji, mowa ciała, interpretacja, itp. 

Podczas nauki i ćwiczeń zwróć uwagę na to, aby tekst był dla każdego odbiorcy zrozumiały – nie ma nic gorszego, niż słuchać niezrozumiałego mamrotania wokalisty ;). Każde słowo powinno być zrozumiałe i wyraźnie zaśpiewane.

Po opanowaniu tekstu na pamięć, oraz pilnowaniu artykulacji (dykcji) należy przejść do interpretacji i wejścia w rolę – zadaj sobie pytanie, o czym jest tekst i w jaki sposób byś go zinterpretował/a? Jak ta interpretacja mogłaby pomóc w muzycznym wykonawstwie piosenki (np. zmiany dynamiki, tempa)?

  • Po drugie – próby

Ważne, by przed każdym występem publicznym, oprócz nauki tekstu i melodii piosenek, zrobić sobie kilka prób “generalnych”. Czyli takich, gdzie śpiewamy piosenkę w całości, na pamięć, do mikrofonu, w pełnym skupieniu i starając się przekazać emocje (a także jeżeli mamy to w docelowych planach – wykonujemy elementy “choreografii”). Myślenie, że na scenie ‘jakoś to pójdzie’, jest bardzo mylne, a takie próby dodają wiele pewności siebie podczas właściwego występu. 

Dobrze, jeżeli takie próby przeprowadzamy przed lustrem, lub – co lepsze, przed mini-pubicznością (np. rodzice, współlokatorzy, przyjaciele, itp.).

  • Po trzecie – zapoznanie terenu

Przed wyjściem na scenę warto zadać sobie pytanie: czy chcę śpiewać z mikrofonem w ręce, czy na statywie? Jeżeli to możliwe, to ustalić z muzykami lub akustykiem (zależnie od tego, czy śpiewamy z instrumentalistami, czy do podkładu) na jaki znak piosenka się rozpocznie (aby wyeliminować element zaskoczenia, który może nas wybić i rozproszyć) – takim znakiem może być np. skinienie głowy. 

Pamiętajmy także, o tzw. soundchecku – czyli próby na nagłośnieniu docelowym – dzięki temu unikniemy lub zminimalizujemy ryzyko sytuacji, w której nie będziemy siebie lub podkładu słyszeć na scenie. Podczas soundchecku oswajamy się także z układem sceny, co też daje niezwykły komfort. 

  • Po czwarte – przygotowanie fizyczne i psychiczne do występu

Być może brzmi to dość tajemniczo, ale chodzi nie mniej, nie więcej o takie rzeczy, jak przemyślany ubiór (nawiązujący do klimatu piosenki), nastawienie “bojowe” – czyli pewność siebie, która bardzo dobrze wygląda na scenie. Maksymalne skupienie się na przesłaniu piosenki – czyli tzw. wejście w role. Z łatwiejszych rzeczy – to skupienie się np. na tym, by nie patrzeć nieustannie w podłogę lub nie zamykać oczu. Na tyle, na ile to możliwe, śpiewaj z otwartymi oczami – jeżeli boisz się patrzeć na konkretne osoby, patrz na koniec sali, lub nad głowami widzów – wtedy daje to wrażenie, że patrzysz na wszystkich zgromadzonych. Zabiegów takich jak zamykanie oczu używaj sporadycznie i tylko jeżeli jest to związane np. z emocjonalnym refrenem, lub frazą.

Dowiedz się też wcześniej, jaka jest formuła występu – czy np. jest konferansjer, który zapowie Twój występ, czy też należy to zrobić samemu (lub w niektórych przypadkach – w ogóle). W dużej większości mile widzianym jest, aby się ukłonić po występie – dobrze będzie, jeżeli to także sobie w domu przemyślisz i przygotujesz.

Dobór repertuaru

Postaraj się, aby piosenka była jak najlepiej dopasowana do Twoich warunków wokalnych – tj. skali oraz barwy (w tym najlepiej doradzi Ci trener wokalny). Bardzo ważne jest także, aby piosenka była dostosowana do wieku (np. piosenka “Dziwny jest ten świat”, czy “I will always love you” nawet poprawnie wykonana, ale wykonana przez dziecko, pozostaje tylko ‘odśpiewana’, gubiąc gdzieś sens i przesłanie, które są niemożliwe ze względu na wiek). 

Dobrze też, jeżeli śpiewane słowa są odmieniane w zgodzie z Twoją płcią (np. polskie końcówki byłem/byłam) i płcią osoby, do której adresujesz swój tekst (np. Ain’t no sunshine when he’s/she’s gone – zależnie od tego, czy adresatem jest kobieta czy mężczyzna). Nie warto także porywać się z motyką na słońce – jeżeli np. nie czujesz się na siłach, lub nie znasz języka, w którym jest napisana piosenka – lepiej wybierz piosenkę w języku ojczystym.

Pomyłki

Nie ma osób nieomylnych – pamiętaj o tym w trakcie każdego występu. Jeżeli zdarzy Ci się pomyłka w tekście, melodii, choreografii…śpiewaj dalej! tak, jakby nic się nie stało. Wyolbrzymianie pomyłki na scenie dodaje jej wagi (i pozwala ją zauważyć wszystkim a nie tylko tym bardziej uważnym), czasem jest także postrzegane jako amatorszczyzna (nie powinno się przerywać występu ze względu na pomyłkę).

Teraz, kiedy jesteś już bogatsza/y o powyższe wskazówki, mam nadzieję, że żaden publiczny występ nie będzie dla Ciebie grozą… a co najmniej będziesz w stanie zredukować stres i tremę z tym związaną do minimum. Powodzenia!

Ćwiczenia oddechowe i relaksacyjne

Po rozgrzewce aparatu mowy i rezonatorów, którą mogliście znaleźć w poprzednich dwóch odcinkach naszych Błyskawicznych lekcji, mamy dla Was kilka ćwiczeń oddechowych od Gabrysi Cybuch. Na dokładkę Gabrysia pokaże Wam jedno ćwiczenie relaksacyjne, które może się przydać w bardziej stresujących momentach. Zapraszamy!

Jeśli macie ochotę pośpiewać, zapraszamy na zajęcia. Pracujemy również online. Na wszelkie pytania odpowiemy mailowo i telefonicznie.

Lady Day, największa wirtuozka emocji w historii wokalistyki jazzowej. Cz. 2 – twórczość

Lady Day pozostawiła po sobie wiele nagrań z wybitnymi muzykami m.in. Teddym Wilsonem, Lesterem Youngiem, Bennym Goodmanem, Oscarem Petersonem. Jednak za swój najlepszy album uważała ostatnią płytę nagraną w 1958 z orkiestrą pod kierunkiem Raya Ellisa – „Lady in Satin”. Na nagraniach obok orkiestry pojawiają się smyczki, a chwilami nawet chór. W tym czasie brzmienie Holiday zaczęło się już wyraźnie zmieniać – „słodko-gorzki chrapliwy wokal przypominał głos 70-latki, a nie 40-latki”[1].

Natomiast ja zamierzam skupić na dwóch utworach pochodzących z wcześniejszego albumu zatytułowanego „Lady Sings the Blues”, którego realizacja trwała od 1954 do 1956 roku. Pierwszy, jaki chciałabym wymienić, to „God Bless the Child” (pojawił się również na singlu z 1942 roku), do którego tekst napisała sama wokalistka, a muzykę stworzył Artur Herzog. Piosenka nawiązuje do kłótni Lady Day z matką. Poszło oczywiście o pieniądze. Podczas nerwowej wymiany zdań ze strony Sadie Fagan padają słowa: „niech Bóg błogosławi dziecko, które ma własne dziecko”. Ten incydent zainspirował Billie do rozważań o bogactwie, biedzie, podziałach społecznych i niesprawiedliwości:

„Them that’s got shall get 
Them that’s not shall lose (…)
Money, you’ve got lots of friends 
They’re crowding around your door 
But when you’re gone and spending ends 
They don’t come no more ”.

Pieniądze były przekleństwem Holiday. Początkowo dlatego, że ich brakowało, a później dlatego, że nie przyniosły jej szczęścia, a jedynie torowały drogę do dalszego upadku. Sprawiały, że Billie czuła się samotna. Zauważyła, że wielu jej bliskich, jest przy niej tylko wtedy, kiedy mogą liczyć na finansowe wsparcie.

            Drugi bardzo istotny utwór na płycie „Lady Sings the Blues” nosi tytuł „Strange Fruit”. Ta piosenka nie była już osobistą refleksją Billie, stała się protest-songiem całej społeczności afroamerykańskiej, wyrazem jej cierpienia, buntu wobec niesprawiedliwej rzeczywistości. To jeden z pierwszych utworów poruszających problem dyskryminacji rasowej. Tekst do „Strange Fruit” napisał żydowski poeta Abel Meerepol. Opisuje w nim lincz na Afroamerykanach oskarżonych
o rzekome morderstwo i gwałt – samosąd, którego ofiarą padli Thomas Shipp i Abram Smith, a który uwieczniony został na zdjęciu Lawrence’a Beitlera.

Holiday zaśpiewała tę piosenkę w 1939 roku w Cafe Society, gdzie jazzu mogli słuchać zarówno biali, jak i ciemnoskórzy klienci. Ten występ przeszedł do historii. Billie głęboko odczuwała całą gorycz i rozpacz zawartą w utworze. Swoje emocje przelewała ze sceny na publiczność. Autor tekstu skomentował interpretację wokalistki w takich słowach: “Billie ofiarowała „Strange Fruit” najbardziej zaskakującą, dramatyczną i skuteczną interpretację, która wytrąciłaby z dobrego samopoczucia nawet najbardziej zadowoloną z siebie publiczność”[2]. Najprawdopodobniej „Strange Fruit” stało się przyczyną przyszłych problemów Lady Day: prześladowań przez FBI, ścigania za narkotyki oraz aresztowań. Piosenka nie została przychylnie odebrana przez władze, jednak Billie nie podporządkowała się zakazowi jej wykonywania. W 1999 roku magazyn „Time” określił utwór „Strange Friut” pieśnią stulecia.[3]

„Southern trees bear strange fruit,
Blood on the leaves and blood at the root,
Black bodies swinging in the southern breeze,
Strange fruit hanging from the poplar trees”.

            Billie Holiday nie była idealna technicznie, ale zachwycała swoją naturalnością. Śpiewała całym sercem, dlatego jej wykonania potrafią przejąć do granic. Dotykają odbiorcę gdzieś głęboko wewnątrz. Przejmujące, smutne ballady uwydatniają intensywność cierpienia skrywanego przez Billie. To bardzo ważna postać nie tylko dla rozwoju wokalistyki jazzowej, ale również wokalistyki w rozumieniu ogólnym. Lady Day działała intuicyjnie, jej głos, frazę, rytm, interpretację prowadziły emocje. To artystka uniwersalna, ponieważ przez autentyczność przekazu jej śpiew wzrusza po dziś dzień. Producent John Hammond tak określa pierwszy raz, kiedy usłyszał i zobaczył śpiewającą Billie Holiday: „to był ten rodzaj cudu, na który czekałem od lat i który już się nie powtórzył”[4].


[1] http://muzyka.dziennik.pl/zdjecia/487022,11,billie-holiday-w-stulecie-urodzin-skandaliczny-zywot-krolowej-jazzu-zdjecia.html (dostęp 07.06.2018)

[2] http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,18215305,Billie_Holiday__Nie_stronila_od_heroiny__whisky_i.html?disableRedirects=true (dostęp 07.06.2018)

[3] http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,18215305,Billie_Holiday__Nie_stronila_od_heroiny__whisky_i.html?disableRedirects=true (dostęp 07.06. 2018)

[4] http://muzyka.dziennik.pl/zdjecia/487022,11,billie-holiday-w-stulecie-urodzin-skandaliczny-zywot-krolowej-jazzu-zdjecia.html (dostęp 07.06.2018)

Lady Day – największa wirtuozka emocji w historii wokalistyki jazzowej. Część 1 – życie

(Anna Kamińska)

Można zachwycać szeroką skalą głosu, można zadziwiać scatowymi solówkami, można być mistrzem timingu i frazowania, można mieć nienaganną intonację, ale można też chwycić słuchacza za serce i nie puszczać go aż do wybrzmienia ostatniej nuty w utworze. Taki dar i taką magię w głosie miała Billie Holiday. W swoich interpretacjach uderzała w punkt, dokładnie tam, gdzie trzeba, a barwa jej głosu chwilami potrafiła graniczyć z jękliwością[1]. Śpiewając przekazywała słuchaczowi historię, nie zostawała na powierzchni, tylko zawsze trafiała w sedno. W piosenkach opowiadała swoje własne przeżycia. Napisała wiele poruszających, intymnych tekstów, m.in.: „Don’t Explain” – podejrzewając męża o romans, „God bless the Child” – po kłótni z matką, „Fine and Mellow” – nawiązujący do tego, jak mężczyźni źle traktują kobiety.

Billie Holiday przyszła na świat jako Eleonora Fagan, dopiero później nazwisko przejęła po swoim biologicznym ojcu, a imię od ulubionej gwiazdy filmowej – Billie Dove. Urodziła się 7 kwietnia 1915 roku w Baltimore (choć niektóre źródła podają Filadelfię) jako nieślubna córka młodocianych Sadie Fagan, pochodzącej z baltimorskich nizin społecznych, oraz Clarence’a Holiday, muzyka, który przez pewien czas występował nawet z orkiestrą Fletchera Hendersona.

Billie to „jedna z najbardziej dramatycznych postaci historii jazzu”[2]. W swoim krótkim życiu (zaledwie 44 lata) doświadczyła niewyobrażalnie wiele dramatów. Już w najmłodszych latach musiała zmierzyć się z odejściem ojca, życiem w biedzie, molestowaniem, pobiciem, prostytucją, a nawet gwałtem. Jej trudne dzieciństwo przełożyło się na nałogi towarzyszące dorosłości: papierosy, alkohol, narkotyki oraz pociąg do dominujących mężczyzn. Przygodę ze śpiewem zaczęła właściwie przypadkiem. Znalazła pracę jako wokalistka w brooklyńskich lokalach, co było wspaniałą alternatywą dla dotychczasowych aktywności, takich jak sprzątanie domów bogatych białych ludzi czy prostytucja. To właśnie w jednym z klubów w 1933 roku zobaczył ją i usłyszał odkrywca talentów, miłośnik jazzu John Hammond. Jeszcze w tym samym roku zaaranżował jej pierwsze nagrania dla wytwórni Columbia, w towarzystwie zespołu Benny’ego Goodmana. Jej kariera zaczęła się rozwijać. Poznała saksofonistę Lestera Younga. Muzyków połączyła wielka wieloletnia przyjaźń, dopasowanie tak duchowe, jak i muzyczne. To właśnie saksofonista nadał Holiday pseudonim „Lady Day”, natomiast dla niej Lester zawsze był „najlepszym – „Pres” – w kraju, w którym nigdy nie liczyli się książęta i hrabiowie, tylko prezydent”.[3]

Początek kariery oraz muzycznego rozwoju wokalistki przypada na okres złotej ery swingu, nazywanej również dekadą big-bandów, w której nastąpiło powiększenie składów zespołów nawet do szesnastu muzyków. Koniecznością stało się „dobre opanowanie intonacji, brzmienia, szybkości i sprawności gry”[4]. Poszerzony został aspekt harmoniczny, ważnym elementem stał się rytm synkopowy, wprowadzono walking – stały, 4-miarowy puls realizowany przez kontrabas. „Cztery miary w takcie grały z resztą wszystkie instrumenty sekcji rytmicznej (…) Big-bandy osiągnęły przez to „swing feel”, płynniejszy, swingujący rytm”.[5] Billie występowała m.in. z orkiestrą Goodmana, Lunceforda, Basiego. Od 1938 śpiewała również z białym big-bandem klarnecisty Artiego Shawa. Niestety, ich wspólna przygoda nie trwała długo przez wzgląd na wielokrotne incydenty na tle rasowym. W niektórych miejscach Lady Day musiała korzystać z windy towarowej, zdarzało się również, że nie mogła jeść w restauracji wspólnie z muzykami. W filmie „Fenomen Billie Holiday” przedstawiona zostaje relacja, według której wokalistka miała białoskórą dublerkę stojącą na scenie i udającą, że śpiewa, podczas gdy faktycznie piosenkę wykonywała Billie zza sceny. Po odejściu z big-bandu Artiego Shawa Holiday otrzymała angaż w Cafe Society, gdzie rozpoczęła współpracę z zespołem Frankiego Newtona. Miała również swoje epizody filmowe. Jeden z Dukem Ellingtonem – zaśpiewała i zagrała w 15-minutowym filmie „Symphony in Black”, drugi z Luisem Armstrongiem – wspólnie wystąpili w filmie pt.: „New Orleans”. W 1944 roku po raz pierwszy zwyciężyła w ankietach pism „Metronome” i „Esquire” (wyprzedzając Ellę Fitzgerald), dzięki czemu wzięła udział w koncercie „All Stars” w Carnegie Hall. Dziesięć lat później wybrała się w bardzo udaną trasę po Europie. Podczas swojej kariery współpracowała z tak wybitnymi akompaniatorami, jak m.in. Art Tatum czy Bobby Tucker. Z biegiem lat jej umiejętności wokalne wzrastały, bawiła się timem, synkopacją, z czasem „barwa jej głosu ściemniała, a skala przesunęła się w dół”[6]. Charakterystyczna dla jej stylu stała się powściągliwość, przeciąganie wartości rytmicznych, wręcz deklamacyjny charakter przekazu, wysuwający treść na sam przód.

Billie Holiday wiodła barwne, ale tragiczne życie. Wdawała się w liczne romanse. Wiązała się głównie z mężczyznami, którzy frustracje wyładowywali za pomocą pięści. Przełom lat 1948/1949 spędziła w więzieniu za posiadanie narkotyków. Mniej więcej od tego czasu była pod stałą obserwacją agentów FBI. W czerwcu 1959r. została umieszczona w szpitalu, przez wzgląd na pogarszający się stan zdrowia. Tam po raz ostatni została aresztowana za „tajemniczy proszek”[7] znaleziony na prześcieradle. Zmarła 17 lipca 1959 roku.


[1] Schmidt A., Historia Jazzu, wydawnictwo Polihymnia, Lublin 2009, s. 337.

[2] Niedziela-Meira J., Historia Jazzu. 100 wykładów, wydawnictwo InfoMax, Katowice 2014, s. 183.

[3] Niedziela-Meira J., Historia Jazzu. 100 wykładów, wydawnictwo InfoMax, Katowice 2014, s. 184.

[4] Niedziela-Meira J., Historia Jazzu, wydawnictwo InfoMax, Katowice 2014, s. 142.

[5] Niedziela-Meira J., Historia Jazzu, wydawnictwo InfoMax, Katowice 2014, s. 142.

[6] Niedziela-Meira J., Historia Jazzu. 100 wykładów, wydawnictwo InfoMax, Katowice 2014, s. 184.

[7] Niedziela-Meira J., Historia Jazzu. 100 wykładów, wydawnictwo InfoMax, Katowice 2014, s. 186.

Rozgrzewka wokalna, cz. 2 – ćwiczenia na rezonatory i otwarcie żuchwy

A oto i obiecana druga część rozgrzewki wokalnej, którą przygotowała dla Was Marzena Matyla. Tym razem będą do ćwiczenia na pobudzenie rezonatorów i otwarcie żuchwy. Życzymy efektywnych ćwiczeń i dobrej zabawy!

Zapraszamy również do obejrzenia części pierwszej, w której znajdziecie ćwiczenia na rozgrzanie mięśni aparatu mowy. Znajdziecie ją tutaj: http://wroclawskaszkolaspiewu.pl/index.php/2020/05/01/rozgrzewka-wokalna-cz-1/

Jeśli macie ochotę poćwiczyć więcej, albo popracować nad jakąś piosenką, zapraszamy serdecznie na zajęcia. Prowadzimy również lekcje online. Na wszelkie pytania odpowiemy mailowo i telefonicznie.